poniedziałek, 31 października 2022
Krążownik
„Niezwyciężony”, krążownik drugiej klasy, największa jednostka, jaką dysponowała
baza w konstelacji Liry, szedł fotonowym ciągiem przez skrajny kwadrant
gwiazdozbioru. Osiemdziesięciu trzech ludzi załogi spało w tunelowym
hibernatorze centralnego pokładu. Ponieważ rejs był stosunkowo krótki, zamiast
pełnej hibernacji zastosowano pogłębiony sen, w którym temperatura ciała nie
opada poniżej dziesięciu stopni. W sterowni pracowały tylko automaty. W ich polu
widzenia, na krzyżu celowniczym, leżała tarcza słońca, niewiele gorętszego od
zwykłego czerwonego karła. Kiedy jej krąg zajął połowę szerokości ekranu,
reakcja anihilacyjna została wstrzymana. Przez jakiś czas w całym statku
panowała martwa cisza. Bezdźwięcznie działały klimatyzatory i maszyny cyfrowe.
Ustała najdelikatniejsza wibracja, towarzysząca emisji świetlnego słupa, który
przedtem wypadał z rufy i jak nieskończonej długości szpada, zanurzona w mroku,
popychał odrzutem statek. „Niezwyciężony” szedł z tą samą szybkością
przyświetlną, bezwładny, głuchy i pozornie pusty. Potem światełka zaczęły mrugać
do siebie z pulpitów, oblanych różem dalekiego słońca, które stało w środkowym
ekranie. Taśmy ferromagnetyczne ruszyły, programy wpełzały powoli do wnętrza
coraz to nowych aparatur, przełączniki krzesały iskry i prąd wpływał w przewody
z buczeniem, którego nikt nie słyszał. Motory elektryczne, przezwyciężając opór
od dawna zastygłych smarów, ruszały i z basów wchodziły na wysoki jęk. Matowe
sztaby kadmu wysuwały się z pomocniczych reaktorów, pompy magnetyczne tłoczyły
płynny sód w wężownice chłodzenia, blachami rufowych pokładów poszło drżenie, a
zarazem słaby chrobot we wnętrzu ścian, jak gdyby grasowały tam całe stada
zwierzątek i stukały pazurkami o metal, zdradził, że ruchome sprawdziany
samonaprawcze ruszyły już w wielokilometrową wędrówkę, aby kontrolować każde
spojenie dźwigarów, szczelność kadłuba, całość metalowych złącz. Cały statek
wypełniał się szmerami, ruchem, budząc się, i tylko jego załoga jeszcze spała.
Aż kolejny automat, pochłonąwszy swoją taśmę programową, wysłał sygnały do
centrali hibernatora. W powiew zimnego powietrza wmieszał się gaz budzący.
Pomiędzy rzędami koi z podłogowych krat dmuchnęło ciepłym wiatrem. Ludzie jednak
długo nie chcieli jakby się zbudzić. Niektórzy poruszali bezwładnie rękami;
pustkę ich lodowatego snu wypełniały majaczenia i koszmary. Któryś otworzył
wreszcie pierwszy oczy. Statek był już na to przygotowany. Od kilku minut
dotychczasową ciemność długich korytarzy pokładowych, dźwigowych szybów, kajut,
sterowni, stanowisk roboczych, ciśnieniowych komór rozpraszał biały blask
sztucznego dnia. I podczas kiedy hibernator wypełniał pomruk ludzkich westchnień
i półprzytomnych jęków, statek, jakby w niecierpliwości nie mógł doczekać się
ocknięcia załogi, zaczął wstępny manewr hamowania. Na centralnym ekranie ukazały
się smugi dziobowego ognia. W dotychczasową martwotę przyświetlnego pędu
wtargnął wstrząs, potężna siła, przyłożona u dziobowych wyrzutni, usiłowała
zgnieść osiemnaście tysięcy ton masy spoczynkowej „Niezwyciężonego”, pomnożonych
teraz przez jego ogromną szybkość. W kajutach kartograficznych upakowane
szczelnie mapy zatrzęsły się niespokojnie na rolkach. Tu i ówdzie ruszały się,
jakby ożywając, nie dość mocno osadzone przedmioty; zagrzechotało w kambuzach od
zderzających się naczyń, zachwiały się oparcia pustych pianowych foteli, pasy i
liny ścienne pokładów zaczęły się kołysać. Stukot, zmieszane dźwięki szkła,
blachy, plastyków falą przeszły przez cały pocisk od dziobu po rufę. Tymczasem z
hibernatora dochodził już gwar głosów; ludzie z nicości, w której trwali przez
siedem miesięcy, poprzez krótki sen, wracali do jawy. Statek tracił szybkość.
Planeta zakryła gwiazdy, cała w rudej wełnie obłoków. Wypukłe lustro oceanu z
odbiciem słońca przesuwało się coraz wolniej. W pole widzenia wszedł bury,
upstrzony kraterami kontynent. Historia Cichociemnych
Ludzie na stanowiskach pokładowych nie widzieli
nic. Głęboko pod nimi, w tytanowych trzewiach pędni narastał stłumiony ryk,
olbrzymi ciężar ściągał palce z rękojeści. Chmura, która dostała się w promień
odrzutu, rozsrebrzyła się wybuchem rtęci, rozpadła się i znikła. Ryk silników
wzmógł się na chwilę. Rudawa tarcza rozpłaszczyła się: tak planeta przekształca
się w ląd. Widać już było przeganiane wiatrem sierpowate wydmy, smugi lawy,
rozchodzące się jak szprychy koła od najbliższego krateru, zagrały odbitym
pożarem rakietowych dysz, silniejszym od słonecznego.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Wynajem busów Kraków
Wynajem busów osobowych Kraków Oferujemy państwu profesjonalny wynajem busów osobowych w Krakowie, dostosowany do potrzeb klientów indywid...
-
„Niezwyciężony”, krążownik drugiej klasy, największa jednostka, jaką dysponowała baza w konstelacji Liry, szedł fotonowym ciągiem przez skra...
-
Prawie każdy właściciel zwierzęcia może mieć od czasu do czasu jakieś problemy ze swoim pupilkiem. Jeśli są to problemy zdrowotne, to najlep...
-
Biuro nieruchomości Proszowice Rynek nieruchomości w Polsce od lat rozwija się dynamicznie, a coraz więcej osób decyduje się na zakup lub s...
Ciekawy opis.
OdpowiedzUsuń